Co się zmieniło…

Zmieniło się wiele. Przede wszystkim każdego dnia widzę jak szybko rośnie moje dziecko, jak robi się charakterne i pokazuje różki.

Każdego dnia dziękuję za to, że ją mam, choć kilka razy na dobę trenuje moją cierpliwość do granic możliwości. To chyba ten moment, kiedy dziecko stara się wyznaczać granice dla otoczenia, sama sprawdza też na ile może sobie pozwolić. Głośno wygłasza sprzeciw stanowczym „nie”, a także sygnalizuje czego w danej chwili potrzebuje. To wiele ułatwia, kontakt z nią stał się znacznie prostszy i przyjemniejszy.

Bianka staje się coraz wytrwalszym kompanem, taką koleżanaczką do tańca i do różańca;) Idąc na zakupy sklepy są jej! Bryluje wśród półek, ciężko za nią nadążyć. Dopiero przy kasie okazuje się, ile rzeczy złapała po drodze, które w jej odczuciu są w tym monecie bardzo potrzebne. Ostatnio z jednego ze sklepów wyszła z nową torebką i stylową opaską imitującą kocie uszy. Na nic zdało się przekonywanie, że podobną torebkę już ma, a opaska wygląda kiczowato, jej się podobało i tyle. Mamy za sobą także mecz taty obejrzany w całości. Bianka dzielnie przetrwała te dwie godziny, bijąc brawo zarówno dla naszej, jak i przeciwnej drużyny.

Niezmiennie w jej sercu wciąż ważne miejsce zajmuje Fado. Dba o niego jak potrafi, co chwilę domaga się, by dać mu jeść, sama dzieli się wszystkim co ma. Gdy zostanie na tym przyłapana, robi groźną minę i mówi, do oblizującego się ze smakiem psiaka, stanowcze „nununu!”. Ogólnie Bianka Hrabianka kocha zwierzęta. Niefortunnie jednak na koty mówi kały, a naśladując kocie „miaaaał” z jej ust wydobywa się „kaaał”.

Lato minęło nam na błogim lenistwie w basenie, bądź na placu zabaw, gdzie pod przykrywką dziecka mogłam wyhuśtać się za wszystkie czasy. Pamiętam, że w dzieciństwie zawsze okupowałam huśtawkę godzinami, a inne atrakcje na placu zabaw mogły dla mnie nie istnieć. W Biance dostrzegam podobny potencjał. Dzięki dzieciom, my rodzice, znów możemy poczuć się młodziej, jakbyśmy przenieśli się kilkanaście lat wstecz, do czasów budowania zamków z piasku, czy zabawy w dom z koleżankami z bloku.

Gdy za oknem jesień, a na szybach słychać spadające krople deszczu nie ma dla mnie nic przyjemniejszego od wspólnego wygrzewania się pod kocem. To takie małe rzeczy, które znaczą naprawdę wiele. Błogostan i najwyższe stadium odpoczynku. Możliwość wtulenia się do swojego maleństwa po trudnym dniu wyzwala mnóstwo pozytywnych emocji, które ciężko opisać.

Teraz, gdy wróciłam do pracy takie momenty docenia się szczególnie. Po kilkugodzinnej rozłące nie marzę o niczym innym, niż być z nią w domu. Przebrać się, w jakże znienawidzony na urlopie macierzyńskim, dres i poleniuchować.

Celebrujemy także weekendy, chwile kiedy dłużej możemy posiedzieć w piżamach, na spokojnie przygotować śniadanie i wymyślić coś ekstra na podwieczorek. Uwielbiam ten unoszący się w powietrzu zapach pieczonych babeczek, czy ciasta. Uwielbiam krzątające się pod nogami dziecko, a także biegającego po mieszkaniu radosnego psa, który tylko czeka na sygnał do zabawy. Tak sobie myślę, że to jest właśnie prawdziwy dom – pełen dźwięków, zapachów i z twórczym bałaganem świadczącym o tętniącym w nim w życiu.

Dbajmy o niego:*

M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s