W oczekiwaniu na…dziecko:)

Dwa lata temu pogoda była podobna do tej obecnej, choć może nieco gorsza…Dokładnie spakowana torba do szpitala czekała już ładnych kilka tygodni, by w razie rozpoczęcia akcji porodowej mieć ją pod ręką. Oczywiście codziennie analizowałam jej wnętrze, pokazując mężowi co gdzie jest. Kolejnego dnia znów wszystko przepakowywałam, znów analizowałam i ponownie edukowałam męża by wiedział gdzie, w razie potrzeby, szukać. Wyobrażam sobie jaka byłam wtedy męcząca;)

Gdy zbliża się wyznaczony termin porodu w głowie pojawia się natłok myśli. Dosyć, że po dziewięciu miesiącach można czuć zmęczenie ciężarem brzucha, mięśnie też już ciągną na oparach, to dochodzi jeszcze aspekt psychologiczny – znacznie poważniejszy od odczuć fizycznych. To do czego przygotowywałaś się przez ostatnie kilkadziesiąt tygodni za chwilę stanie się rzeczywistością i życie wystawi ci za to odpowiednią ocenę. Oczywiście z perspektywy czasu wiem, że ta ocena nie jest w żaden sposób miarodajna, a już na pewno nie jest wystawiana raz na zawsze, bo nawet jeśli w naszym odczuciu kompletnie sobie nie radzimy, to z każdym dniem, przysięgam, będzie lepiej!

Pamiętam jak dwa lata temu wychodziłam wieczorami z psem i trzęsąc się z zimna myślałam o tym, jak to będzie, gdy za chwilę złapią mnie skurcze i w tym zimnie i szarudze będę musiała biec na złamanie karku do szpitala. Zwracałam się wtedy błagalnym tonem do mojego dziecka siedzącego grzecznie w brzuchu, by wybrało sobie termin w środku dnia, tak bym była wyspana i najedzona – to były moje priorytety w ciąży;). Bianka wzięła sobie moje słowa do serca, bo jak wiecie jeszcze dwa tygodnie po terminie nie dawała żadnych symptomów chęci wyjścia na świat. Skierowanie do szpitala na wywoływanie porodu może nie jest zbyt romantyczne, ale pozwala na dokładne rozplanowanie wszystkich spraw. Dzięki temu do szpitala jechałam schludnie ubrana, respektując po drodze wszystkie znaki drogowe. Gdy żegnałam się z domownikami słowami „do zobaczenia za dwa dni, jadę rodzić” patrzyli na mnie z lekkim zdziwieniem. Pewnie wyobrażali sobie ten moment inaczej,  znając mój charakter spodziewali się chaosu i paniki, a tu takie zaskoczenie;)

Jestem pewna, że u każdej kobiety w ciąży ten ostatni etap oczekiwania przebiega inaczej. U jednych uwypuklają się obawy – czy sobie poradzi, czy aby na pewno, wszystko jest przygotowane. U innych pojawia się zmęczenie, i chęć przyspieszenia porodu lub wręcz odwrotnie – panika,  bo tyle jeszcze jest do zrobienia. Wierzę, że są też kobiety spokojne, które cierpliwie czekają na ten szczególny dzień, ale przyznam szczerze, jeszcze takiej nie spotkałam. Z pewnością dobrym rozwiązaniem jest wcześniejsze przygotowanie sobie wszystkiego jak należy i mam tu też na myśli przygotowanie psychiczne siebie i męża. Panowanie nad emocjami nie jest łatwe, zwłaszcza w okresie buzujących hormonów, ale w końcu okres dziewięciu miesięcy jest czasem przygotowującym dziecko do przyjścia na świat, ale jest to też czas dla nas, by zorganizować swoją nową rzeczywistość.

Życzę wam, by wasza ciąża zakończyła się tak jak byście tego pragnęły…Ale pamiętajcie – czasami najpiękniejsze wspomnienia rodzą się z sytuacji najmniej zaplanowanych;)

A jak te ostatni dni wyglądają/wyglądały u was? 🙂

Pozdrawiam

M.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s