Nie taki diabeł straszny…-Bianka poszła do przedszkola!

Te osoby, które śledzą mojego bloga, czy konto na instagramie (marietta_matejanowak – bezpośrednie przekierowanie znajduje się na dole strony głównej) z pewnością wiedzą, że to jest mój czas. Jesień, bo o niej mowa, to okres, podczas którego dostaję jakiś nadzwyczajnych sił witalnych, które mobilizują mnie do nowych działań.

Zdaję sobie sprawę, że większość społeczeństwa o tej porze roku zaczyna już powoli narzekać na chłód i szarugę za oknem, ale chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że tegoroczna jesień nas rozpieszcza.

Od września sporo się u nas dzieje. Oczywiście niezaprzeczalnie największą zmianą jest to, że Bianka poszła do przedszkola. Co prawda z tygodniowym poślizgiem spowodowanym chorobą, ale poszła! Pytacie jak wyglądały początki tego jakże ważnego i nowego etapu. Otóż całkiem dobrze! Całe szczęście, że w grupie Bianki znajduje się jej dobra koleżanka, więc w chwili zwątpienia używaliśmy argumentu, że w sali czeka na nią jej przyjaciółka. Z moich obserwacji fakt, że ma w grupie znajomą twarz naprawdę przyczyniło się do nieco łagodniejszego niż przypuszczaliśmy wejścia w nowe środowisko.

Oczywiście były dni kryzysu. Zaznaczam dni, bo było ich naprawdę niewiele. Choć przerobiliśmy gwałtowne zamykanie drzwi po wprowadzeniu Bianci do sali, czy odrywanie jej płaczącej z naszych ramion. To wszystko już za nami. Wiadomo, bywają gorsze i lepsze chwile, ale czy i nam – dorosłym, czasami nie chce się iść do pracy, a jedyne na co mamy ochotę to zostać w łóżku, pod ciepłą kołdrą;) Znacie to?

To, ile daje przedszkole chyba nie muszę mówić. Każdego dnia Bianka wraca do domu z jakąś nowa umiejętnością, piosenką czy wierszykiem. Nawet ostatnio podczas płaczu (nie pytajcie mnie dlaczego płakała, sama Bianka pewnie nie wie), zaczęła śpiewać Mazurka Dąbrowskiego. Możecie sobie wyobrazić ten rozczulający widok płaczącego dziecka, które z krokodylimi łzami i łamliwym głosem odśpiewuje hymn. W tej właśnie chwili dowiedziałam się, że w ogóle go potrafi.

Wiadomo, są też mniej miłe rzeczy, jak choćby gorsze zachowanie po powrocie do domu. Wszystko wskazuje na to, że Bianka podczas pobytu w przedszkolu wznosi się na wyżyny grzeczności, by po przekroczeniu progu mieszkania dać upust wszystkim, zwłaszcza tym negatywnym emocjom, które kumulowała przez część dnia. Podobno to normalne, choć trudne do zaakceptowania. Podsumowując – w przedszkolu aniołek, w domu diabełek.

W pewien sposób można to zrozumieć, w końcu przedszkole to przede wszystkim nauka istnienia i funkcjonowania w grupie. To nauka kompromisu, ogłady i samodzielności. A to dla dziecka, które tak jak Bianka, przebywało dotychczas w strefie komfortu i bezpieczeństwa, całkowita rewolucja. Wielokrotnie chciałabym podejrzeć jak moje dziecko zachowuje się, gdy w pobliżu nie ma mamy ani taty, jak sobie radzi. Pomarzyć można;)

Tyle w tym temacie, wracam do mojego zakatarzonego i obecnie niezbyt zdrowego dziecka;) Przedszkole… ach przedszkole;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s