Między nami mamami: Iwona Parylak

Iwonę poznałam dokładnie rok temu podczas przygotowywania materiału dla Tygodnika Regionalnego Korso. Wtedy, podobnie zresztą jak dzisiaj, ze zwykłego wywiadu powstała ponad dwugodzinna rozmowa. Osoby, które ją znają lub obserwują w mediach społecznościowych są świadkami jej niesamowitej walki z chorobą. Ba! Z całą teorią dotyczącą stwardnienia rozsianego. Jednak dziś nie o tym, dziś skupimy się wyłącznie na macierzyństwie oraz jej największym przyjacielu – mężu. Czy masz już w ręku kubek ulubionej kawy lub herbaty? Tak? W takim razie zapraszam do lektury:)

Masz dwoje dzieci, zawsze planowałaś dwójkę, czy to wyszło w sposób naturalny?

Powiem tak, gdy byłam nastolatką zawsze powtarzałam, że chcę mieć czworo dzieci. Mało tego, planowałam dwie pary bliźniąt. Gdy miałam dwadzieścia parę lat stwierdziłam, że czwórka to może być jednak za dużo więc ograniczyłam plany do jednej pary bliźniąt, najlepiej, żeby to był chłopiec i dziewczynka. Wszystko całkowicie zmieniło się, gdy zaszłam w ciążę i urodziłam syna. Uznałam wtedy, że jedno spokojnie mi wystarczy. Na drugie dziecko namówił mnie mąż. Przez dłuższy czas nie przemawiały do mnie jego argumenty. Długo nie mogłam się zdecydować, jednak w pewnym momencie podjęłam decyzję, że chcę drugiego dziecka. Dzięki temu na świecie pojawiła się córka. Dziś jestem mamą 10-letniego Kacpra i 6-letniej Weroniki.

Co spowodowało tę diametralną zmianę planów? Z planowanej czwórki jest dwójka.

Kacper był naprawdę spokojnym dzieckiem, ale też niezwykle wymagającym. Bardzo potrzebował mojej obecności i uwagi. Byłam po prostu zmęczona. Dopiero będąc mamą zobaczyłam ile to wymaga pracy i nakładu sił. Przez pierwsze miesiące życia Kacpra mieszkaliśmy jeszcze w Krakowie, mój mąż pracował po dwanaście godzin dziennie, moja mama też była aktywna zawodowo, więc praktycznie większość czasu byłam sama z synkiem. Wszystko było na mojej głowie i to mnie trochę przerosło. Pierwszy kryzys, taki który dostrzegli też moi bliscy, pojawił się gdy Kacper miał siedem miesięcy. Jedyne na co miałam ochotę, to wyjść z domu, rzucić wszystko. To był naprawdę poważny kryzys.

To, co teraz mówisz jest totalnym przeciwieństwem panującej obecnie mody na macierzyństwo. Zewsząd słyszymy jak wspaniale jest być rodzicem, wymienia się same superlatywy, mało kto wspomina o ciemnych stronach macierzyństwa.  

Zdaje sobie z tego sprawę, jednak jestem pewna, że wiele kobiet czuje to, co ja w tamtej  chwili. Macierzyństwo to praca 24h na dobę. Nawet jak udawało mi się wyrwać z domu, to i tak myślami byłam cały czas przy dziecku. Z czasem nauczyłam się i tego, by wychodząc zabierać ze sobą „głowę”, ale zajęło to trochę czasu. Dopiero, gdy mąż i mama zrozumieli, że faktycznie potrzebuję wsparcia było już trochę lepiej, ale wtedy mój syn z aniołka stał się diabełkiem i znów było wesoło.

Jak wyglądała Twoja druga ciąża? Czy dużo zmieniło się w Twoim życiu?

Ciąża przebiegła bez komplikacji. Poród był cięższy, w ostatniej chwili zakończony cięciem cesarskim. Gdy na świecie pojawiła się Weronika, Kacper zaczął być trochę zazdrosny. Zresztą on od zawsze domagał się mojej uwagi. Nawet teraz podczas odrabiania lekcji chce, żebym była obok. Nie musimy rozmawiać, dla niego ważna jest sama obecność. Zaczął walczyć o uwagę. Dlatego, gdy córka była jeszcze bardzo mała  zostawiałam ją z mężem czy z babcią i poświęcałam więcej czasu synowi. To zaowocowało w przyszłości. Angażowałam go do pomocy przy siostrze, tak organizowałam czas, by czuł się ważny i potrzebny. To miało wpływ na ich dzisiejsze relacje. Troszczą się o siebie, a to mnie bardzo cieszy. Zależy mi by się szanowali, by byli za sobą, by byli dla siebie wsparciem i tak właśnie jest.

Wspominałaś o zmęczeniu, które pojawiło się wraz z przyjściem na świat Twojego syna. Czy podobnie było, gdy zostałaś mamą po raz drugi?

Było troszeczkę inaczej. Doświadczenie robi swoje. Choć dzisiaj śmieję się, że pewnie dopiero przy trzecim wiedziałabym wszystko najlepiej i nie popełniłabym tylu błędów.

Jesteś nadopiekuńcza? A może wręcz przeciwnie?

Nie jestem nadopiekuńcza. Uczę swoje dzieci samodzielności, zachęcam je na przykład do samodzielnego robienia kolacji. Długo pracowałam też nad tym, by w obecności dzieci móc spotkać się z koleżanką i spokojnie wypić kawę, by dzieci samodzielnie poszły do toalety. To oczywiście nie jest na zasadzie, że je zostawiam i niech sobie radzą same. Zachęcam je, mobilizuję, proponuję pomoc, ale nigdy się nie narzucam.  Nie jestem zwolenniczką wyręczania dzieci.

Jesteś mamą kochającą bezgranicznie czy jednak masz umiar w okazywaniu miłości?

Raczej to drugie, nie jestem osobą zbytnio wylewną. Okazuję im miłość, przytulam i całuję, ale nie w nadmiarze.

A jesteś krytyczna w stosunku do swoich dzieci?

Nie, wspieram je. Poświęcam im sporo uwagi i czasu. Gdy pojawia się jakiś problem, jak choćby taki, że syn po dwóch latach w szkole nie potrafił ani czytać ani pisać, spędziłam z nim sporo czasu by go tego nauczyć. Przy okazji oczywiście zmieniliśmy także szkołę. Ale w potrzebie daję z siebie sto procent. Wkładam wiele energii. Jednak bardzo ważne jest, by kobieta, a przede wszystkim mama, nie zapominała o sobie, o samorealizacji. Wtedy do każdego problemu podchodzi się spokojniej, z większą wyrozumiałością i cierpliwością.

Wybiegasz czasem w przyszłość? Zastanawiasz się kim będą Twoje dzieci?

Absolutnie nie, żyję tu i teraz. Dzięki wszystkim warsztatom, w których miałam okazję uczestniczyć, wiem, że mam wpływ tylko na obecną chwilę. Nie wybiegam w przyszłość, nie szukam im zawodu, nie myślę o tym kim będą. Koncentruje się na danym etapie życia, chcę im jak najlepiej pomóc i jak najwięcej rzeczy pokazać. Na przykład córka chodzi do przedszkola, gdzie jest dużo zajęć dodatkowych. Pozwalam jej próbować i podejmować decyzje, co ją interesuje i co chce robić. Dzięki temu spróbowała już zumby, robotyki, a ostatnio powiedziała, że chce iść na sensoplastykę. Z Kacprem jest podobnie, chodził na szachy, modelarstwo, spróbował piłki nożnej, a obecnie uczęszcza na lekkoatletykę. Nie ograniczam ich.

W Twoich filmikach, które nagrywasz mówisz dużo o tym, co w danej chwili u Ciebie. Uczysz pozytywnego myślenia, tłumaczysz jak ważne jest nastawienie. Mało natomiast wspominasz o bliskich. Mogłabyś opowiedzieć coś więcej o swoim mężu. Wyobrażam sobie, że jest dla Ciebie ogromnym wsparciem.

Poznaliśmy się na studiach w Krakowie. Nie od razu między nami zaiskrzyło. Dopiero podczas jednej z imprez okazało się, że mamy sporo wspólnego. Tego samego wieczoru ustaliliśmy, że możemy spróbować być ze sobą razem i jesteśmy do dziś. Poza tym wiem, że on jest za mną. Dużo osób zresztą to dostrzega i mówi, że jest zapatrzony we mnie jak w obrazek. Do dzisiaj stawia mnie na pierwszym miejscu, a ja bardzo to doceniam. Choć muszę podkreślić, że nie zawsze tak było. Nie zawsze było między nami  kolorowo. Jednak i w tym przypadku zaowocowała praca, jaką włożyliśmy w nasz związek. Wspólna pasja, którą jest off-road oraz spędzanie czasu tylko we dwoje, bez dzieci, podczas co miesięcznych randek. Było warto, bo teraz jest nam naprawdę dobrze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s