Między nami mamami: Ela Obara

Zawsze służy dobrą radą. Jest uśmiechnięta i opanowana. Rozmowa z nią, to czysta przyjemność, mimo, że dziś dotkniemy trudnych tematów. Tematów, o których się nie mówi i nie pisze. Tematów tabu, które postaramy się przełamać. Poznajcie Elę Obara, autorkę bloga „Odważną być”.

Zamieszczając zdjęcia swoich dzieci w mediach społecznościowych, bardzo często podpisujesz je „nasz cud”, czy faktycznie dzieci są dla Ciebie cudem?

Oczywiście, że tak. To nie było takie proste by je mieć. O pierwsze dziecko staraliśmy się pięć lat i w tym czasie przeszłam chyba przez wszystko. Problemy zaczęły się już na etapie zajścia w ciążę, później były poronienia. Gdy po raz kolejny się udało, okazało się, że jestem w ciąży z trojaczkami. Z tej trójki mamy córkę, o którą również bardzo się bałam. Byłam na podtrzymaniu, ponieważ ciąża była zagrożona. Zresztą jak każda, bo mam nawykowe poronienia. Dlatego właśnie uważam, że dzieci to największy CUD. Mam dwie CUDne córeczki 🙂

To są bardzo traumatyczne przeżycia… Jak sobie z tym radziłaś?

Muszę przyznać, że było bardzo ciężko.

W dzieciństwie byłam nieśmiała, bałam się prawie wszystkiego i do tego byłam malutka. W szkole mówili do mnie Kropka. Byłam bardzo często pomijana. Często również słyszałam, że przez wzrost sobie nie poradzę i zaczynałam w to wierzyć. Potrzebowałam wsparcia rodziców, a tego nie miałam. Chodziłam smutna i przestraszona. Pomimo młodego wieku brakowało mi energii. Następstwem tego była utrata wiary w siebie.

A do tego doszły inne zdarzenia, wypadek w pracy i problemy z dziećmi. Wtedy świat mi się zawalił. Moje życie traciło sens. Było mi o wiele trudniej się pozbierać. Przyznaję, że nie mogłam sobie z tym poradzić.

Uwielbiam dzieci, mam z nimi dobry kontakt. Nie mogłam sobie wyobrazić, że nie mam swoich. Wspólnie z mężem chcieliśmy mieć trójkę. Pracowałam nawet jako opiekunka do dzieci. Swojego czasu zastanawiałam się nad pracą w przedszkolu, ale życie potoczyło się inaczej.

A jak sobie poradziłam?

Szukałam sposobu, aby uwolnić się od tych wszystkich problemów. Aby odwrócić od nich myśli. I tak trafiłam na rozwój osobisty. Czułam, że przyszedł czas na realizację siebie i to był przełomowy moment w moim życiu. Wreszcie zaczęłam żyć.

Co słyszałaś od lekarzy? Często mówi się o znieczulicy, według lekarzy poronienie, to zwykła biologia, twierdzą, że tak się czasami dzieje.

Być może. Ale taka postawa ich nie tłumaczy.

Od pierwszego poronienia minęło jedenaście lat. Pamiętam tylko samotność i wrogość lekarzy. Lekarz, którego pacjentką byłam od kilku lat, gdy pojawił się problem, był opryskliwy i bardzo niemiły. Sam pobyt w szpitalu za każdym razem był traumatyczny. Poronienie to okropne przeżycie. Dokładając do tego fatalną postawę lekarzy, wtedy naprawdę ciężko się pozbierać, pogodzić z tym, co się stało. W takiej chwili marzeniem jest, by lekarz był dla pacjenta wsparciem, a jeśli tego nie potrafi, to chociaż mógłby czasami ugryźć się w język. Lekarz wtedy dolał oliwy do ognia. Zabrakło mu empatii. Czy przysięga hipokratesa nic nie znaczy? Uważam, że na studiach medycznych, powinny być przynajmniej podstawy psychologi.

Zastanawiałaś się wtedy, dlaczego to wszystko spotyka właśnie Ciebie?

Bardzo często. Długo szukałam odpowiedzi na to pytanie. Nie mogłam pogodzić się z tym, że życie ucieka mi przez palce. Było szare, pozbawione kolorów. Nie chciałam takiego życia. Chciałam odnaleźć w nim sens i się nim cieszyć.

Wtedy moją odskocznią od problemów zaczął być  między innymi samorozwój. Dużo czytałam, uczestniczyłam w webinarach, brałam udział w kursach i szkoleniach. Wciągnęło mnie, a to czego się uczyłam wprowadzałam w życie. A później dzieliłam się tą wiedzą na blogu.

Moje życie zaczęło zmieniać się na lepsze. Zaczęło nabierać barw. A przede wszystkim zaczęłam doceniać to, co już mam i odnalazłam sens.

Co mogłabyś powiedzieć tym wszystkim kobietom, które są w podobnej sytuacji do Ciebie? Które być może od kilku lat bezskutecznie starają się o swój cud? Mam wrażenie, że problemy z zajściem w ciążę, to cały czas temat tabu.

Zgadzam się, dlatego cieszę się, że o tym rozmawiamy. Wiem, że to nie jest łatwo powiedzieć, a co dopiero wprowadzić w życie.

Nie można się poddawać! Ale też nie można dążyć do tego na siłę.

Przyznaję, że początkowo bardzo chciałam zajść w ciążę, chyba nawet za bardzo. Dążyłam do tego za wszelką cenę i to było błędne koło. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że takie postępowanie do niczego nie prowadzi. Trzeba odwrócić od tego myśli, skierować je w innym kierunku. I tak zrobiłam. Udało mi się wyluzować.

Łatwo się mówi „wyluzuj”, gorzej to zrobić.

Wiem, dlatego tak ważna jest pasja lub coś co lubi się robić. Coś dzięki czemu zapomina się chociaż na chwilę o problemach. Przynajmniej w moim przypadku to pomogło.

Na pewno każdy ma w życiu coś, co lubi robić, co sprawia mu przyjemność. Wtedy rzeczywiście myśli idą w inną stronę. U mnie były to książki. Czytałam i czytam ich bardzo dużo. Lubię też rysować, szkicować, robić coś własnoręcznie, tzw. DIY – kartki, zaproszenia. Wtedy zapominam o całym świecie 😉

Tak jak wspomniałaś, samorozwój stał się dla Ciebie ważny, tej tematyce poświęcony jest Twój blog. Czym, w skrócie, jest dla Ciebie samorealizacja? Jak Ty to rozumiesz?

Zgadza się. Na blogu poruszam głównie temat poczucia własnej wartości. Bardzo dużo osób ma z tym problem. Niestety więcej jest kobiet.

Bardzo często kobiety zamykają się w czterech ścianach i również w sobie z różnych powodów, czy to podczas trudnych starań o dziecko, ale i później, kiedy już urodzą. Rezygnują z siebie, zapominają, co sprawiało im radość, bo tak intensywnie skupiają się na dziecku i rodzinie. Przestają również dbać o siebie.

Realizować można się w pasji czy hobby. Ale też nie musi być to coś wielkiego. Ważne, żeby dawało nam radość, coś w czym same czujemy się dobrze.

Dlatego fajnie, gdy zajmujemy się czymś co lubimy, za sprawą czego, ta energia nam się udziela i poprawia się nasz nastrój. Wtedy życie nabiera nowych barw.

Czy w związku z tym, że masz bloga zaczęły odzywać się do Ciebie inne kobiety, dzieliły się z Tobą swoimi problemami?

Tak i to bardzo dużo. Wtedy zobaczyłam, że nie jestem osamotniona w tych problemach, że nie ma osoby, której by coś w życiu nie spotkało, z czymś się nie mierzyła. To pozwoliło mi na zdystansowanie się do swojego życia. Wtedy przestałam zastanawiać się dlaczego akurat mnie to spotkało.

Na jakim etapie w życiu jesteś teraz?

Teraz jest naprawdę dobrze 🙂 Oczywiście bywają gorsze dni i problemy, ale i takie są potrzebne. Dzięki nim nie zapominam o dalszej pracy nad sobą.

Zaakceptowałam swoje emocje. Płacz, smutek, złość – to nic złego. Nauczyłam się je rozpoznawać i je akceptować. Nie można się ich wstydzić, czy próbować powstrzymać. Emocje są bardzo ważne i dużo mogą nam powiedzieć.

Teraz czerpię radość i energię z tego, co już mam, bo wdzięczność, to klucz do życia w pełni. Dzięki tej wiedzy żyję świadomiej, spokojniej i z pewnością radośniej.

Dziękuję za zaproszenie i rozmowę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s